Nie jest źle. Atari co prawda upuściło pałeczkę, i na razie cicho jest, nikt się nie zgłasza jako następny w sztafecie, ale nie jest źle. Przynajmniej tak twierdzi American McGee. Plotki co do wstrzymania prac nad projektem Oz okazały się być tylko plotkami – gra istnieje i z pewnością trafi na półki, jeżeli tylko uda się przekonać któregoś z wydawców, że warunki i żądania pana „amerykańskiego” mają pokrycie w rzeczywistości. A tak przy okazji – gość naprawdę ma na imię American – jego rodzice byli hipisami i zażywali różne dziwne rzeczy przed, po i w trakcie, i stąd to niecodzienne imię. Przynajmniej oryginalnie, nie?
Tak naprawdę to już pierwsza własna produkcja McGee miała się rozgrywać właśnie w świecie Dorotki i Czarnoksiężnika z krainy Oz. Jednakowoż prawa do książek Franka Bauma, na których oparty jest słynny film, były jeszcze kilka lat temu zastrzeżone i trzeba by słono płacić za licencję, zwłaszcza jeżeli chciało się ją potraktować w tak obrazoburczy (i świeży) sposób. Dlatego American wziął na warsztat Alicję z Krainy Czarów, bo była za darmo. I wyszło coś. Przez duże CO. Może nie tytuł wiekopomny, przełamujący schematy i te de, i te pe, ale gra, w którą warto było zagrać choćby dla niesamowitej oprawy graficznej, unikalnego stylu i odmiennego podejścia do literackiego pierwowzoru. No, ale minęły cztery lata od premiery American McGee’s Alice, a od dwóch już słyszymy o Oz.
I tak po prawdzie to słyszymy bardzo niewiele. McGee stwierdził w jednym z wywiadów, że nie ma zamiaru dzielić się informacjami, wypuszczać filmów, trailerów i ton screenshotów. Według niego taka zadyma marketingowa podsyca jedynie apetyty graczy, którzy tak się nakręcają, że gdy już dostaną grę do ręki, to w żadnej mierze nie może ona sprostać ich rozbuchanym oczekiwaniom. I są niezadowoleni. Też racja.
No, ale co wiemy o American McGee Oz? Akcja gry toczy się przed tym wszystkim co Baum opisał w tuzinie swoich książek. Oz to pole bitwy, takie Verdun rozciągające się na setki kilometrów we wszystkie strony. Gruzy, leje po bombach, spalone lasy i góry trupów. Trwa wojna. Czarodzieje zaatakowali z zaskoczenia, zsyłając ogniste deszcze na miasta Munchkinów, smagając je tornadami i niwecząc trzęsieniami ziemi. Zaatakowani najpierw poddali się niszczycielskiej sile, ale już wkrótce odpowiedzieli własną. Ich potężne parowe machiny bojowe natarły na zamki Czarodzejów i obróciły je w perzynę. Starcia armii trwały przez wiele lat, wykrwawiając Oz do granic możliwości, zwłaszcza że do walki włączyły się także Wróżki, dawniej strażniczki dobrobytu krainy. Ich moc cięła ziemię jak nóż, a całe tysiące wojowników połknięte zostały przez nienazwane głębie. I gdyby nie Władcy Nocy kraina Oz stałaby się ziemią duchów, wymarłym krajem, w którym piach dziejów zasypałby pozostałości wojny, która zniszczyła wszystko. Władcy za pomocą Magii Snów sprowadzili do Oz człeka z lądu odległego, Mesjasza, który miał zaprowadzić pokój pomiędzy zwaśnionymi stronami. Późniejszego Czarnoksiężnika z krainy Oz...
Gameplay w Oz ma być rozwinięciem tego, co znamy z Alice. Znaczy się, będziemy mieli tu do czynienia z grą typu action/adventure w widoku z osoby trzeciej. Tym razem gra ma być bardziej otwarta, gracz ma mieć więcej wolności, więcej wyboru – autorzy podsuwają tu za przykład GTA3. Oczywiście, główna linia fabuły (nawiązująca do książek i znanych bohaterów... częściowo) będzie jednak liniowa tak jak trzeba i w ogóle. Wolność osiągnięta zostanie przez upstrzenie scenariusza opcjonalnymi, nieobowiązkowymi questami i queścikami.
Jeżeli chodzi o oprawę graficzną, to odpowiada za nią tajemniczy silnik drugiej-generacji, licencjonowany od równie tajemniczej firmy. No i to tyle, bo przecież z tego jednego screena wiele nie wywnioskujemy, a i American McGee był jakoś oszczędny w słowa gdy w trakcie wywiadów pytano go o wizualia. Jednego tylko możemy być pewni – będzie niesamowicie. W Alice McGee pokazał, że jego grafików stać na stworzenie naprawdę artystycznej oprawy wizualnej i raczej nie ma co wątpić, że tym razem mogłoby być inaczej.
No i jak to będzie? Ano, nie wiadomo. American podpisał już kontrakty na trzy filmy z „jego wersją” krainy Oz, niedługo zostanie wydana książka, dostępne są już też wysyłkowo figurki bohaterów, ba, nawet „papierowe” RPG się kroi. I tylko gry jakoś ni ma. Znaczy się, jest, ale... ano właśnie.
A byłoby diabelnie miło, gdyby premiera miała miejsce jeszcze w tym roku...